Zobacz też


Od milionera po apatię — Modest Maryański

Zdjęcie ilustrujące artykuł: Od milionera po apatię — Modest Maryański
Trzemeszno. Kościół poklasztorny, pocztówka z początku XX wieku. Źródło: zbiory MPPP.
 


Obieżyświat milioner i bankrut.


Bohater urodził się w Trzemesznie. Pogranicze Wielkopolski i Kujaw było miejscem, w którym wzrastał przyszły inżynier górnictwa, podróżnik i właściciel kopalni złota zdobywca Australii, australijski sadownik, a ostatecznie bankrut.

 

Wielodzietna rodzina.

 

Zwiedziwszy wiele krajów i kilka kontynentów zakończył życie w centrum Gniezna opodal katedry. Jego śmierć nigdy jednak nie została do końca wyjaśniona, choć pochówek w grobowcu rodziny i oficjalne źródła zdają się świadczyć o naturalnej przyczynie zgonu. Do tego jednak i opinii potomkini Kaschów, którzy przez lata prowadzili biznesy przy Tumskiej 5 jeszcze wrócimy.
Okazuje się, że wielodzietność rodziny nie stanowiła przeszkody dla Modesta Maryańskiego, aby stać się postacią wybitną, bogatą dosłownie i w przenośni a przede wszystkim barwną. Właśnie urodzony w Trzemesznie 15 czerwca 1854 roku Modest jest tym, kogo chcemy przypomnieć w tym rozdziale. Sylwester i Joanna Maryańscy powitali na świecie najmłodsze jedenaste dziecko w tym samym roku, gdy ruszyła pierwsza w świecie kopalnia ropy naftowej (inicjatywa Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce). Również w tym roku Sacramento stało się stolicą Kalifornii. Łączenie roku urodzenia i wydarzeń z przyszłością Maryańskiego jest raczej zabawą, ale też kontekstem, jednak zarówno z górnictwem, jak i Stanami Zjednoczonymi miał Wielkopolanin wiele wspólnego. Początki edukacji Modest odbiera w rodzinnym Trzemesznie, tu zresztą kończy gimnazjum. Szkoła musiała być na tyle dobra, że Maryański bez większych problemów zostaje przyjęty na Königliches Gewerbe-Institut (nazywanym potocznie Akademią Górniczą w Berlinie). Najpierw po egzaminie został referendarzem. Co oznaczało, że jest urzędnikiem państwowym w górnictwie. Choć źródłowo referendarz był kimś, kto referował zwierzchnikom, np. w XVI wiecznej Polsce: – „ustanowiony został urząd referendarza na mocy konstytucji sejmowej z 1507 r. w związku z zanikiem urzędu sędziego nadwornego. Powoływano dwóch referendarzy: świeckiego i duchownego (osobne pary dla Korony i Wielkiego Księstwa). Starszeństwo między nimi zależało od długości czasu piastowania urzędu. Referendarzy koronnych oficjalnie powołał Zygmunt I. Referendarzy litewskich Zygmunt August. Referendarze urzędowali stale przy królewskim dworze (nie mogli się z niego oddalać). Do ich obowiązków należało przyjmowanie od ludności próśb i skarg, które następnie referowali (stąd ich nazwa) kanclerzom i królowi. Referendarze uczestniczyli w sądach królewskich: asesorskim, relacyjnym i sejmowym, referując sprawy i prowadząc w nich rejestr spraw” – podaje Wikipedia. Podobne zadania mieli urzędnicy XIX. wieczni przypisani już jednak do konkretnych profesji. Można rzec, że byli kimś pomiędzy ekspertem a sprawozdawcą.

          Zostając więc referendarzem górnictwa Modest Maryański rozpoczął pracę początkowo na terenie węglowego Śląska. Poważna praca Modesta zaczyna się jednak w Truskowcu u podnóża ukraińskich Karpat. Tutaj w malowniczo położonym niecałe 10 km od Drohobycza uzdrowisku działały kopalnie rudy cynku i ropy naftowej. W 1882 roku inż. Modest Maryański opublikował pierwszy znaczący artykuł w Gazecie Lwowskiej pt. Kopalnie truskawieckie. Był to czas, gdy właścicielem uzdrowiska w Truskowcu była spółka z księciem Adamem Sapiehą. Choć dla samego Modesta Maryańskiego Truskowiec był dość łaskawy i osiągnął tu bezpieczną pozycję, niespokojny duch ruszył dalej. Planował wraz z rodziną dotrzeć do Australii i chyba już wtedy marzył o tym by Australia była czymś na kształt polskiej kolonii. Ostatecznie jednak dopłynął do Ameryki Północnej odwlekając podróż i pracę w Australii. Przybył więc do San Francisco, gdzie już w 1848 John Marshall znalazł pierwszy samorodek złota.

Podczas pobytu w Truskawcu Modest Maryański badał szyb Katarzyna w kopalni wosku. Zródło: zbiory MPPP.
Podczas pobytu w Truskawcu Modest Maryański badał szyb Katarzyna w kopalni wosku. Zródło: zbiory MPPP.

 

Kotlarz z marzeniami

Czas spędzony przez Modesta Maryańskiego w San Francisco nie jest jednak od razu gorączką złota. Początkowo Wielkopolanin klepie biedę. Dorywczo pracuje na budowach, potem w wielkiej fabryce kotłów. Amerykański sen nie wydaje się realny. Ówcześni mówią, że Modest popada już wtedy w apatię. Dziś zapewne psychiatrzy wpisaliby w kartotekę F 33. Już wtedy pierwszy, a nie ostatni epizod depresji prowadzi Modesta do próby samobójczej. Szczegółów tego wydarzenia nie znajdujemy w biografiach. Wiemy też, że ten orędownik emigracji w pierwszych latach za oceanem czuł ogromną bezsilność i niemoc. Z jednej strony powrót do kraju wydawał mu się wówczas niemożliwy, z drugiej ziemia za Oceanem nie była jeszcze dla niego i chyba większości polskich emigrantów Eldorado. Po byciu kotlarzem zbliżył się do swojej profesji, rozpoczął pracę w kopalniach. Niestety ta część „american dream” dotycząca pracy ponad siły była realnie odczuwalna przez Modesta. W kopalniach był zwykłym górnikiem. Co w praktyce oznaczało tułaczkę od kopalni do kopalni i niezwykle ciężką pracę. W tym czasie ów górnik z Trzemeszna prawdopodobnie już zbierał materiał do książki, w której opisał Amerykę, niezwykle barwne opisy zwyczajów i przyrody, ale też niewolniczą niekiedy pracę rodaków. Poznał „robotę” w kopalniach w stanach: Kalifornia, Arizona, Idaho, Oregon, Washington i Utah oraz w środkowym Meksyku, Kanadzie, Kolumbii Brytyjskiej i Alasce. Ten pierwszy trudny czas ukształtował go jako człowieka, który mimo wrażliwości oraz epizodów depresji postrzegany był jako silny i zdecydowany. Jak podają niektóre publikacje, choć sam miewał w tym czasie chwile zwątpienia innych rodaków zachęcał do wytrwania. Również podczas wizyt w Europie podkreślał łączność Polaków na emigracji z krajem wówczas pod zaborami.

– „Modest Maryański z Kalifornii, rodem z Trzemeszna, tam, gdzie najpierw spoczywały prochy św. Wojciecha, Wielkopolanin, przez ośm lat przebywający na emigracyi, mówił wczoraj na sali pałacu Działyńskich o wychodźstwie polskiem w Ameryce; mówił tak pięknie i gorąco, jak tylko przemawiać może obywatel wolnego państwa, dla którego swoboda ducha i myśli najwyższym jest dobrem. Celem odczytu pana Modesta Maryańskiego było wykazanie, jak wychodźcom za morze potrzebną jest opieka kraju macierzystego, jak tej „czwartej dzielnicy” – potrzeba dzielnego kierownika, który by dwa miliony osiadłych w Ameryce Polaków duchowo prowadził. Pan Maryański jest zwolennikiem emigracyi, uznaje jej racyą bytu, bo statystycznie stwierdzono, iż rocznie z Polski emigruje 60.000 ludzi, którzy by w kraju z głodu i nędzy umierali; ci ludzie dla nas straceni znajdują za oceanem pracę i utrzymanie i nie potrzebują umierać” – podaje Goniec Wielkopolski (wydawca Wojciech Simon, 29 stycznia 1896 r.)

Inżynier obrońca górników

Cripple Creek w stanie Kolorado to pierwsza kopalnia złota, w której doceniono Maryańskiego, powierzając mu posadę inżyniera. Po kilku latach akuratnej wielkopolskiej roboty inżynier z Trzemeszna został inżynierem w Ameryce. Już w 1893 skupia 9 Polaków w spółce, która nad Sacramento kupiła w Quartz Hill kopalnię złota. Po przejęciu przez Polaków wygaszona kopalnia ponownie ruszyła, tym razem pod nazwą Consolidated Kosciusko Mine. Będąc inżynierem wydobycia i współwłaścicielem Maryański mocno angażował się w unowocześnianie wydobycia, ale też poprawę warunków pracy górników.
– „Znam tę robotę mozolną jak mało kto. Jest więc moją powinnością ulżyć tym, którzy dobywają dla nas to co ukryła ziemia” – mawiał do wspólników.
Pisarz krajoznawca na kresach Ameryki Modest, który już w samej pracy w kopalni uchodził za tytana roboty, znajdował jeszcze czas na pisanie. Trzeba przyznać, że jego książka na pograniczu geografii i etnografii nie tylko jak na owe czasy była dobrze napisana, ale też wielu Polakom na obczyźnie pomogła. Wydaje się także, że i dla samego inżyniera na obczyźnie pisanie było formą terapii i kojenia tęsknoty, stąd pewnie wiele nawiązań takich jak choćby to z 15 i 16 strony.
– „Szczupaka i okonia na pobrzeżu Oceanu nigdzie nie spotkałem. Z motyli widziałem dwie piękne odmiany pazia królowej. Znalazłem też te same gąsienice, które jako chłopię 7-letnie zbierałem na cmentarzu i piaszczystych polach, otaczających Trzemeszno, gniazdo moje rodzinne w Wielkopolsce; tam na kąkolu i na mleczu, tu zaś na innych roślinach, których botanicznie oznaczyć nie umiem, widziałem gąsienice pazia królowej i ćmy mlecznej. Gąsienicę ćmy mlecznej w takem czasami mnóstwie się pojawiają, że stają się klęską prawdziwie elementarną” – czytamy w „Na kresach Ameryki” Modesta Maryańskiego.
Poza opisami flory i fauny oraz obserwacjami środowiska Maryański w swojej książce dzieli się także obserwacjami na temat zbiorowiska różnych narodowości w Stanach, i ich charakterystyką. Często bywa inżynier z Trzemeszna stereotypowy, zdarza się, że generalizuje, a jednak bywa też celnie gorzki. – „Do roboty młotowo-świdrowej i do kilofa trudno znaleźć lepszych nad górników irlandzkiego pochodzenia lub z Kornwalii. Włosi, skoro im tylko okoliczności na to pozwalają, przechodzą do handlu, lub zostają majtkami, lub rybakami. W ich to ręku i w ręku Dalmatyńców spoczywa dzisiaj handel rybami, drobiem, zwierzyną, jarzyną i owocem na całym pobrzeżu Oceanu Spokojnego. Niemców łączą węzły „Vaterlandu” i zamiłowania do piwa i muzyki; knajpa, jatki i sklepy korzenne – to zawody, którym później z zamiłowaniem się oddają i prawie wyłącznie je monopolizują. Francuzi są ruchliwi i niespokojni, wędrują chętnie z jednego obozu górniczego do drugiego, marzą o pięknej Francyi, którą pragnęliby zobaczyć choćby raz jeszcze w życiu i do której chcą zawsze powrócić; najlepsi z nich towarzysze, doskonali do kilofa i łopaty, wyborni kucharze, a zawsze weseli, zawsze z piosnką swobodną i żartem na ustach. Handel winem i wódkami, restauracye i sztuka kucharska – to późniejsze ich rzemiosło. – A naszych nie spotkałeś tam w swych wędrówkach? – spytasz może, Szanowny Czytelniku. Nie, nigdzie; spotkałem Serbów, Dalmatyńców, Czarnogórców, Moskali, ba nawet żydków polskich w tych gromadach ludzi, goniących za piaskiem złotym, lub poszukujących żył kwarcowych złoto, lub srebrodajnych, ale naszych nie spotkałem nigdzie. Chcesz ich znaleźć, to pójdź do Pensylwanii, tej krainy nafty i węgla, a w ciasnych czarnych otchłaniach znajdziesz polskich górników obok Słowaków, traktowanych jak niewolników i jak niewolników płatnych, znajdziesz ich tam setki i tysiące, ale nie szukaj ich tu po tych pięknych krainach zachodu Ameryki, bo ich i na lekarstwo nie znajdziesz, tak jak nie znajdziesz osad polskich. Jak ptaki wędrowne wychodźcy nasi opuszczają ziemię rodzinną, jednym i drugim instynkt samozachowawczy skrzydła do lotu otwiera, uchodzą przed zima głodem, nędzą i niewolą”…- pisał dalej Maryański, wytykając też, że ptasia emigracja ma dobrych przywódców i obrońców, a Polakom czasem ich brak.
          Mimo ogromnej fascynacji możliwościami, jakie stwarza Ameryka, Wielkopolanin w książce staje czasem w obronie Indian, krytykuje Anglosasów. – Ludzie o bladej twarzy jak białych Indianie nazywają z anglosaskim iście bezwzględnym podejściem, od dla sportu tylko – w tej chwili Buffalo wytępili. Mniemano, że z wytępieniem bawołów stanowiących żywioł, z którego Indianie żyli i na którym do wojennego zaprawiali się rzemiosła, że sprawi to, że rasa ludzi o miedzianej skórze wygaśnie i nie mylono się, zmienione zupełnie warunki życia, pożywienia, a często klimatu; od całe szczepy Indian o setki mil pod eskortą wojskową z miejsca na miejsce przenoszono – połączone z demoralizujący wpływem białych, chorobami i występkami cywilizacji zabójczo na ludność indiańską wpływają i nietrudno przewidzieć czas, kiedy te legendowe wspomnienie po nich tu tylko pozostanie – zauważał Maryański na stronie 33 pierwszego wydania.

Strona Wiadomości, tygodnik Londyński z 12 sierpnia 1973 r. Źródło: zbiory Sławomira Łubińskiego
Strona Wiadomości, tygodnik Londyński z 12 sierpnia 1973 r. Źródło: zbiory Sławomira Łubińskiego


Złoto Aborygenów — tam gdzie leży Bon Scott z AC/DC


          Niespokojny duch, człowiek, który w swej naturze wyzuty z ojczyzny, którą kochał potrzebował poszukiwań. Sam przyznawał niejednokrotnie, że wszędzie poszukiwał namiastki ojczyzny, przeistaczał się w wizjonera, tak naprawdę dopiero w Australii. Raczej na Australii chyba skoro jest wyspą – taką wątpliwość poddawał Maryański. Zanim jednak zachwyciły go misie Koala i przestrzenie Australii, odwiedził: Hawaje, Fidżi Norfolk, Markizy, Pitcairn, Samoa i Tonga. Był więc jednym z pierwszych polskich obieżyświatów. Dziś pewnie zrobiłby karierę większą nawet niż wspaniały Tony Halik czy Wojciech Cejrowski. Czy byłby kontrowersyjnym celebrytą? Pewnie nie – dzieciństwo w wielodzietnej rodzinie, smak pracy w kopalni i ogromna troska o człowieka pewnie by mu na to wewnętrznie nie pozwoliły. Kiedy przypłynął Oceanem Spokojnym do ujścia rzeki Łabędziej – Fremantle nie miało jeszcze praw miejskich. Powstała w 1829 roku osada nabierała jednak znaczenia. Dziesięć lat przed przybyciem tu Modesta Maryańskiego powstało między innymi w Fremantle ciężkie więzienie. Dziś to miasto, które stanowi centrum gastronomiczne regionu Perth. Rok po przypłynięciu Maryańskiego wybudowano tu nowy port. Inżynier z Wielkopolski na brzegu tej miejscowości stanął 14 lipca 1896 roku. Kiedy odnalazł Kalgoorlie w kopalni Great Boulder Main Reef ślady złota. Zaznał jednak sławy. Udzielając wywiadu gazecie The West Australian w entuzjastyczny sposób relacjonował odkrycie mówiąc o pokładach złota jakich spodziewa się w zachodniej Australii. Modest Maryański stał się osobą znaną wówczas w Australii jak dziś AC/DC, którego wokalista Bon Scott pochowany jest właśnie na cmentarzu w Fremantle. Wypowiedzi Maryańskiego spowodowały ogromny napływ inwestorów do zachodniej części kraju W 1897 r. w Kalgoorie odkrył też rzadką rudę rtęci, przede wszystkim amalgamat złota. Na północy Australii zbadał takżę kopalnie w Margaret, Erlistoun i Menzies. Podobnie jak w Ameryce tak w Australii apelował w Królewskiej Komisji do Spraw Górnictwa o poprawę bytu fatalnego górników. Buntował się przeciwko ich wyzyskowi. Podobnie jak w Stanach Indian, tak tu darzył ogromna sympatią Aborygenów, co jednak nie przeszkodziło mu snuć wizji Australii jako polskiej kolonii. Maryański nie był jednak zwolennikiem imperializmu i imperialnej wizji podboju zbrojnego kolonii. Apelował do Polaków sugerując, że skoro ojczyzna jest w rozbiorach, Australia jest dobrym miejscem do tworzenia nowego skrawka polskości. Apele Maryańskiego nakłaniające rodaków do emigracji do Australii spotykały się z licznym odzewem.

Fortuna rotuje — nie zawsze wraca jak bumerang

Jednym z australijskich mitów jest oczywiście powrót bumerangu. Wszak wracający bumerang jest tak naprawdę znakiem złego rzutu. Ta broń ma wykorzystać ruch rotorowy, by zwiększyć siłę uderzenia. Aborygen się bumerangiem nie bawi, nie czeka na powrót jak uczeń Szkoły Podstawowej nr 6 w Gnieźnie, gdy rzucał na Łazienkach bumerang zrobiony pod okiem Krzysztofa Burgharda – plastyka i nauczyciela. Aborygen miał nadzieję, że bumerang nie wróci, to oznaczało, że zwierzę zostało trafione. O micie Australii, jaki roztaczał Maryański za moment. Oczywiście, gdy rzut się nie udał to już lepiej, że ten bumerang powracał. Bumerang zresztą tak jak Modest Maryański łączy Polskę z Australią. Zapominamy o tym częściej nawet niż o Modeście Maryańskim. Mało kto wie, że w Polsce znaleziono bumerang sprzed 23 tys. lat i jest nie tylko najstarszy w kraju, ale i na świecie, starszy od australijskich – a odnaleziony został w Jaskini Obłazowej. Modest jak żucony bumerang, choć doleciał do Australii, mozna powiedzieć – nie trafił — powrócił przecież do Wielkopolski i tu dopiero trafił do ziemi. Modest z Trzemeszna jednak pomimo wielkiej wizji „polskiej złotej Australii”, po kilku latach prosperity zmuszony jest powrócić, jeszcze nie do Polski, a do Ameryki Północnej. W ostatnich latach XIX wieku dokonał kilku dużych inwestycji w południowo-zachodniej Australii. Kupił ziemię w rejonie Albany, chciał tu utworzyć sady na wzór polskich. Tuż przy Donnybrook nabył też ponad 20 działek i uruchomił kopalnię złota, którą nazwał „Maryanski Syndicate”. Na terenie Europy, szukał inwestorów, którzy widzieliby interes w poszukiwaniu złota w południowo-zachodniej Australii. W końcówce lipca 1900 r. powstała w Londynie spółka Donnybrook Goldfields Ltd. z kapitałem 350.000 funtów. Firma przejęła działki Maryańskiego koło Donnybrook i inwestowała w dalsze prace poszukiwawcze. Kopalnie okazały się niestety nierentowne, Maryański przeszacował ich zasobność i ostatecznie zamknięto je w 1903 r. Niestety też Modest Maryański nie spłacił pożyczki bankowej i w wyniku tego stracił także swoje ziemie, które chciał uczynić sadami pod Albaną. O tym, jak Maryański stanął na nogi po pierwszym i nie ostatnim bankructwie, o ponownym pobycie w Ameryce, pisarskich i wydawniczych przygodach i dramatycznym końcu barwnego życia w Gnieźnie przy Tumskiej przeczytasz za chwilę. Jednocześnie cieszymy się, że postać Modesta Maryańskiego wspomniał nieco wcześniej Mariusz Borowiak w portalu Pojezierze. Tajemnice życia Maryańskiego i przekazy rodziny Kaschów i Mąke to, to do czego dotarł ostatnio Muzealny Detektyw.

Apatia pod Piątką

Dziś najprawdopodobniej zdiagnozowano by u wybitnego trzemesznianina jednostkę chorobową F 33. Zapewne też nikt z jego znajomych nie chciałby w to wierzyć. Apatia, a może chandra, to można zaakceptować u człowieka, który w swym życiu zobaczył niemal cały świat, był właścicielem kopalni złota, podróżnikiem. pisał książki i artykuły. Ale depresja? Wydaje się to tak niemożliwe, jak w przypadku Robina Wiliamsa. To wydaje się nawet dziwne, że polscy badacze depresji nie sięgają do postaci Maryańskiego. Towarzystwo, w którym bywał w Gnieźnie coraz rzadziej czekało jego niesamowitych opowieści. Wszak tak wiele widział i tyle doznać przeżył... Sam Modest jednak nie znajdował pocieszenia w snuciu opowieści o kolorowym życiu. Zniszczony system wychwytu serotoniny, do tego rozbite nieregularnym i pełnym stresu trybem życia jelita spustoszyły chemie nie tylko muzgu. Nieustanne nakręcanie poczucia winy przez życzliwe „weź się w garść”. Bliscy zatem Ludwika Mąke i jej siostra – żona Modesta nie mieli prawa mieć, że taki zwrot był jedynie gwoździem do trumny. Dosłownie. Niestety, kiedy cierpiący i podejmujący równoległe próby samobójcze i próby „wzięcia się w garść” Maryański mieszkał przy Tumskiej 5 w Szpitalu Dziekanka nie było jeszcze anio dr. Piotrowskiego ani opisanego w innym miejscu Filipa Wize. Głęboką depresję mylono powszechnie z handrą i wyłagadzano nazywając apatią. Zostawmy kwestie związane z tym, czy Modest Maryański umierał w kamienicy przy ulicy Tumskiej 5 w sposób naturalny, czy jednak prawdą jest to o czym mówią potomkowie byłych właścicieli kamienicy. Tu właśnie w przepełnionej historią, ale też wieloma dramatami kamienicy mieszkając u Ludwiki Mąke – wybitnej fotografki zakończył swoje życie 16 listopada 1914 roku. Uszanujmy wolę pań Mąke.
Gdyby rzeczywiście była prawdą legendą domu Kaschów, nie byłoby to jedyne samobójstwo „Pod Piątką”. Muzealny Detektyw, nie jest jednak „wróżką Melanią”, zatem zostawmy spekulacje – spekulantom. Muzealnikom one raczej nie przystoją. Choć tajemnice zjawisk mesmerycznych jako przejściowe zainteresowania, a i znajomość Maryańskiego z Heleną Bławatską nie są wykluczone. Ponad wątpliwość wiemy, że spotkawszy teozofkę raz w Ameryce, nie zapłonął ogniem teozofii. Czy wynikało to jedynie z faktu, że na 10 rodzeństwa dwóch braci było poważanymi wówczas w Wielkopolsce kapłanami nurtu patriotycznego? Wszystko wskazuje, że raczej nie. Do kanonika poznańskiego Maryańskiego wrócimy, opisując wizytę Modesta w Rzymie. Po zamknięciu kopalni złota „Maryanski Syndicate” w 1903 roku Maryański się nie poddał. Do tego, jak próbował stanąć na nogi wrócimy za moment. Wspomnieliśmy o jego wizji zaludnienia przez Polaków Australii i wielu działaniach pro polonijnych. Trudno jednak powiedzieć by kiedykolwiek porzucił nadzieję na odzyskanie Polski i jej powrót na mapy, z których zmietli ją sąsiedzi. Utworzenie niepisanej wizji nieimperialnej kolonizacji Australii przez pozbawionych miejsca na mapie świata Polaków, nie było jedynym marzeniem patriotycznym Maryańskiego. O tej kwestii już jednak pisaliśmy.

U papieża w polskiej sprawie
         

Dziś wielu patrzy na historię relacji polsko-watykańskich inaczej niż Polacy drugiej połowy XIX wieku. Wśród działaczy polonijnych, w duchowej i intelektualnej opozycji wobec zaborców, na bliskim Modestowi Śląsku, w Galicji i rodzinnej Wielkopolsce zwolennicy walki gospodarczej i rozwiązań dyplomatycznych z nadzieją patrzyli w stronę Watykanu. O ile trudno mówić, że w czasie pierwszych rozbiorów Polacy mogli liczyć na jakiekolwiek wsparcie Stolicy Apostolskiej to pontyfikat Piusa IX odcisnął spore piętno na kształcie choćby ruchu wielkopolskich organiczników. To właśnie Pius IX udzielił w Rzymie schronienia kardynałowi Ledóchowskiemu, który musiał opuścić Polskę w wyniku Kulturkampf. Często w Polsce sprowadzamy to działanie Ottona Von Bismarka jedynie do rugowania języka polskiego na terenach zaboru pruskiego. To jednak ciąg działań mających na celu zmniejszenie wpływu kościoła katolickiego na władze świeckie w Europie. O ile wiele działań Piusa IX może dziś być dla nas przejawem ultranacjonalizmu watykańskiego – czyli podporządkowania kościołów krajowych jurysdykcji rzymskiej, dla Polaków drugiej połowy XIX wieku ten papież był sprzymierzeńcem. Warto podkreślić, że po aresztowaniach i represjach Rosjan wobec Polaków po Powstaniu Styczniowym, Pius IX był jednym z nielicznych przedstawicieli dyplomacji światowej, który napominał cara Aleksandra II Romanowa między innymi w liście z 22 kwietnia 1863 r znanym jako „List Jego Świątobliwości Papieża Piusa IX do Cara Aleksandra II, cesarza rosyjskiego, w obronie Kościoła katolickiego i narodowości polskiej, napisany podczas ostatniego powstania w Polsce” Trzeba jednak przyznać, że początkowo ganił sam zryw Polaków.
– „Wielkopolanie i Szlązacy — jak pisał Maryański — z innych powodów pokładali nadzieję w Ojcu Świętym Piusie IX, widząc jego odwzajemnioną niechęć do Bismarcka”. Kiedy po ustawach majowych w 1973, w których Otton von Bismarck zakazał działalności wielu zakonów w tym jezuitów na terenach całej Rzeszy, nie tylko Polski, papież wyraził swój sprzeciw również w encyklice Quod nunquam wydanej w 1975 r. Kanclerz nie pozostał dłużny – zdymisjonował ponad połowę biskupów i zamknął naukę w seminariach duchownych. Część polskich działaczy upatrywała w sporze Piusa z Bismarckiem szansy dla działań Wielkopolski i Śląska, ale też Galicji i wschodnich ziem będących pod władzą carskiej Rosji. W przekonaniu wielu było to szansą na walkę dyplomatyczną. Dziś może nas dziwić, taka wiara, jednak po pierwsze warto uzmysłowić sobie ówczesną pozycją Kościoła z jednej strony radykalizującego się między innymi przez działania Piusa z drugiej dotykanego sekularyzacją w coraz większej części Europy. Warto też przypomnieć sobie jak wielkie znaczenie dla obecnych 50. i więcej latków miały wszelkie głosy dyplomatyczne ze Świata wspierające Polskę w dobie PRL-u czy samego stanu wojennego. W 1877 roku na jubileusz 50-lecia Piusa IX polscy działacze zorganizowali Pielgrzymkę Polską. Choć źródła wspominają ją jako pielgrzymkę wszystkich zaborów, większość pielgrzymów stanowili Wielkopolanie, Ślązacy i mieszkańcy Galicji. Jednym z inicjatorów pielgrzymki Wielkopolan był kanonik poznański Witalis Maryański. To brat Modesta troszczył się przede wszystkim o to by pielgrzymi mieli na trasie miejsca noclegowe i odpowiedni program. Jako członek komitetu organizacyjnego oraz jego sekretarz dbał także w Wielkopolsce by relikwiarz ofiarowany Piusowi podczas pielgrzymki był wystarczająco okazały. Tak też się stało, w relikwiarzu zbiorowym znalazły się relikwie dwóch osób wyniesionych na ołtarze a związanych z Gnieznem. Choć sam Modest już wówczas przebywający na obczyźnie dołączył do pielgrzymów dopiero po drodze, dołożył wszelkich starań by w darze dla papieża nazywanego „obrońcą Polaków” znalazła się relikwia bł. Jolenty. Nie mogło zabraknąć także św. Wojciecha. Jak opisuje w książce: „Pamiątka polskiej pielgrzymki do Rzymu w Maju 1877 r.” Otto Hołyński relikwiarz był okazały.
„Jest to blisko dwie stopy wysoka najczystszego w stylu gotyckim na pięknym postumencie wykonana wieżyczka ze srebra, grubo złocona i bogato kamieniami i perłami ozdobiona. Robił ją pierwszy w Paryżu złotnik Possielgue. Postument ozdobiony jest po bokach prześlicznej roboty figurami świętego Stanisława Wskrzeszającego Piotrowina, świętego Jana Kantego i świętego Kazimierza królewicza. Na węźle łączącym postument z właściwą wieżyczką jest pięknie emaliowany orzeł Wielkopolski, herb Masiach Ferretti, jak i cyfra ojca świętego Piusa IX. Po bokach wieżyczki, które mieszczą w sobie drogie szczątki świętych patronów są to znów 3 posążki: świętego Wojciecha, błogosławionej Jolenty i świętego Jozafata Kuncewicza przez Piusa IX w poczet świętych policzonego (1867). Na szczycie jako uwieńczenie całego dzieła wznosi się piękna statuetka Najświętszej Maryi Panny, pod której święte stopy miesiąc skłania rogi swoje” – tak malowniczo opisał robotę mistrza Placide Poussielgue-Rusand’a w swojej książce ks. Otto Hołyński.

          Ogółem Wielkopolanie zebrali 30 tys. 649 marek, z czego redakcja Kuryera katolickiego 28 tys. 306 marek i 89 fenigów, natomiast przyjaciel obu Maryańskich ksiądz Andrzejewicz z Gniezna ofiarował 1446 marek i 96 funtów. W kwocie, którą do 50 tys. marek uzupełnił prymas Ledóchowski na sam relikwiarz wydano 5 252 marek. Dla zobrazowania kosztów tej narodowej pielgrzymki wystarczy powiedzieć, że robotnik wykwalifikowany za dniówkę 12 godzin dostawał średnio 2 marki. Oceniany w różny sposób przez historyków Pius IX faktycznie uchodził za wroga postępu ideowego. Niewątpliwie był wrogiem rozdziału kościoła od państwa a w swoim Syllabus Errorum krytykował: racjonalizm, socjalizm i modernizm. Dla Modesta Maryańskiego pielgrzymka miała jednak wymiar szukania wsparcia dla sprawy polskiej. Takie wsparcie zdaniem pątników Polska od Piusa otrzymała w słowach: „miejcie nadzieję, wytrwałość, odwagę i módlcie się, a ciemięzcy wasi runą i Królestwo Polskie powróci” wypowiedzianych podczas audiencji. W audiencji brał udział takżę inny wybitny przedstawiciel ziemi Gnieźnieńskiej: hrabia Franciszek Żółtowski.
          W jednym ze swoich listów Modest Maryański wspomina audiencję u Piusa IX jako wydarzenie krzepiące serca Polaków. Sam papież jest mu raczej bliski przez otwartość na nowinki techniczne i gospodarcze. W jednym z artykułów podkreślał to, że ten sam Pius IC, który przyjął dogmat nieomylności reformował Watykan wprowadzając kolej żelazną, jako inżynier i górnik zauważał też, że papież wprowadził oświetlenie gazowe. O swoich nadziejach związanych z Piusem i pielgrzymką pisał między innymi w listach do Alfonsa Parczewskiego.
Ponownie Ameryka
Wracając do poprzedniej części artykułu przeskoczmy na początek XX wieku. Po zamknięciu kopalni złota „Maryanski Syndicate” w 1903 roku wraca do USA. Po nieco desperackiej decyzji podjął ponownie wydobycie i poszukiwania w Consolidated Kosciusko Mine w stanie Kalifornia. Wciąż jednak tęskni za Polską. Jeszcze jednak nie myśli o powrocie. Wraca do swojej pasji pisarskiej i dziennikarskiej. Już w 1906 roku oddaje kopalnię w dzierżawę. Praktycznie rozstaje się ze złotym biznesem. Przez pewien czas działa w Chicago. Jest między innymi współwłaścicielem „Gazety Katolickiej” a z tym również spółki wydawniczej W. Smulski Publishing Company. Decyduje się jednak przenieść swoją działalność publicystyczną do stanu Nowy Jork. Tutaj niemal do samego powrotu do swojej Wielkopolski wydaje i kieruje „Pracą Polską”. Gazeta cieszy się popularnością wśród Polonii. W tym samym roku, w którym rezygnuje z kopalni złota wydaje kolejną książkę. Choć wydanie pierwsze miało miejsce jeszcze przed finalizacją dzierżawy, po 30 października 1905 r. Tym razem jest to pozycja dość praktyczna przynajmniej w założeniu autora. Forma słownika z pogranicza podręcznika do języka angielskiego była wówczas novum w środowisku emigrantów. Maryański nazwał swoją publikację „Przewodnik Polsko-Angielski i Słownik Polsko-Angielski dla emigrantów polskich do USA i Kanady”. Sam pokłada nadzieję, że książka pomoże rodakom łatwiej się zaaklimatyzować za oceanem. „Przy układaniu niniejszego przewodnika kierowałem się myślą przewodnią, aby wychodźcą naszym i przybyszom do Ameryki Północnej dać do ręki książkę prawdziwie pożyteczną, mającą służyć im nie tylko do nauki języka angielskiego, ale równocześnie też za niedostępnego wiernego towarzysza i sumiennego przewodnika w kraju nowym i pośród ludzi nowych, kiedy to brak języka i prawdziwego serdecznego przyjaciela najdotkliwiej uczuwać się daje i główną przeszkodę do znalezienia sobie pracy odpowiedniej stanowi. W rozdziałach opatrzonych odnośnymi nagłówkami dotknąłem kwestii na koniec najkonieczniejszych wziętych z życia codziennego praktycznego” – pisze w przedmowie. Z umieszczonej w wydaniu z 1906 roku wklejki dowiadujemy się, że Modest przestał mieszkać przy Noble Street 565 i obecnie należy kierować do niego korespondencję na Levitt Street 803 również w Chicago. Działalność wydawnicza Maryańskiego najczęściej wynikała z troski o los polskich emigrantów. Pisał między innymi: „Z każdej nadarzającej się sposobności korzystajcie, aby kształcić się i uczyć. Gdy za dnia czasu na to nie macie, korzystajcie ze szkół wieczornych. Nauka i oświata o wiarę oparte, najcenniejszym są obok zdrowia darem niebios, najpotężniejszą dźwignią w życiu, skarbem, którego ani mól zniszczyć, ani złodziej ukraść nie może. Oświata jedynie do niezależności indywidualno-osobistej, do godności prawdziwej i do wolności zbiorowo-politycznej prowadzi”. Tak zachęcał rodaków do wysiłku intelektualnego.

Strona tytułowa Przewodnika Polsko-Angielskiego. Żródło: zbiory MPPP.
Strona tytułowa Przewodnika Polsko-Angielskiego. Żródło: zbiory MPPP.


Pasjonat narodowej emigracji umiera w Gnieźnie.


Żonaty z Jadwigą Wisłocką (pierwsza żona), o której praktycznie nic nie wiemy. Dzieci, które miał w tym małżeństwie pozostały w Ameryce. O tej amerykańskiej rodzinie Maryańskiego wzmiankują jedynie niektóre źródła. Niewiele wiemy o tym, dlaczego zdecydował się na samotny powrót do kraju. To była decyzja człowieka z ogromnymi ambicjami, który we własnym przeświadczeniu poniósł klęskę. Rezygnacja z siebie i marzeń upadek wydawał mu się ogromny. Po raz trzeci nie zebrał sił. Swoje zbiory archeologiczne i geologiczne, botaniczne, zoologiczne i antropologiczne przekazał Poznańskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk, którego był członkiem.
          Ostatnie lata życia, o których wiemy niezwykle mało, spędził w domu sióstr Mąke przy ul. Tumskiej 5 w Gnieźnie. Mało uczestniczył w życiu towarzyskim Miasteczka, choć jego szwagierka była osobą nader popularną i szanowaną. Choć dla Heleny starał się być oparciem i pewnym balsamem na samotność, żyli raczej obok siebie niż sobą. W ogromnym szacunku jednak bez większej bliskości. Jak większość dotkniętych depresją po prostu zanikał. Aż wreszcie zniknął w grobowcu rodziny Rosińskich skoligaconych z Mąke, na cmentarzu św. Krzyża w Gnieźnie. Dociekanie czy odszedł z własnej woli lub raczej bezsilności wydaje się bezzasadne.

Po lewej Alelier Ludwiki Mąke, Tumska 5, tu Modest Maryański spędził ostatnie lata życia. Pocztówka z początku XX. wieku. Źródło: zbiory MPPP.
Po lewej Alelier Ludwiki Mąke, Tumska 5, tu Modest Maryański spędził ostatnie lata życia. Pocztówka z początku XX. wieku. Źródło: zbiory MPPP.

Dane kontaktowe

Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie

ul. Kostrzewskiego 1, 62-200 Gniezno
t: 61 426 46 41
e: sekretariat@muzeumgniezno.pl

NIP: 784-10-10-561, REGON: 639755382

PKOBP Oddział 1 w Gnieźnie
PL 16 1020 4115 0000 9402 0004 0816

Wycieczki, zajęcia muzealne, zwiedzanie indywidualne:
t: 61 426 46 41 w. 210
e: rezerwacje@muzeumgniezno.pl


ZAJRZYJ DO NAS

   

Godziny otwarcia

od maja do września od 9.00 do 18.00
od października do kwietnia od 9.00 do 16.00
Instytucja Kultury Samorządu Województwa Wielkopolskiego
Piastoziemcy
Wczesneśredniowiecze